14 marzec 2012

Basic - Bronzer do twarzy, nr 02

POJEMNOŚĆ: 11 g

OPAKOWANIE: Mocny plastik z przejrzystym frontem, co ułatwia nam wybór produktu w czeluściach naszych kosmetyczek/ szufladek /kuferków. Na samym pudrze wytłoczony jest wzór przypominający słońce - co sugeruje jednoznacznie stosowanie tego bronzera latem ( wiem, wiem, że na zewnątrz zimno i pochmurno, ale już jakby czuję nadchodzące ciepło i moje serce bije mocniej na widok tego typu kosmetyków). Ja zdecydowanie polecam ten akurat produkt na cieplejsze i słoneczne dni, ale o tym poniżej.


CENA: ok. 10 zł


DOSTĘPNOŚĆ: Drogeria Schlecker
PIGMENTACJA: No tak, określiłabym ją jako: porażającą...Bronzer jest bardzo intensywny i nasycony. Odcień, który ja posiadam (02) jest rudo-złoty, z refleksami żółtego. Jak widać na zdjęciach nie jest to matowy produkt - jest perłowy, ale nie zawiera brokatu. Ja mam dość jasną cerę i początkowo byłam przerażona swoim wyborem, gdyż bałam się, że będę wyglądać karykaturalnie, a nie atrakcyjnie i tak...glow :) Na to, jak nie zrobić sobie krzywdy przy nakładaniu tego bronzera jest jedna rada: umiar, wręcz poszłabym dalej i określiłabym moje nastawienie podczas jego aplikacji, jako: bądź skąpa i odkryj w sobie naturę dusigrosza :)
Mam pewną refleksję na temat tego produktu - nadaje się na słoneczne dni, już zdecydowanie na wiosnę, lecz najlepiej prezentuje się latem - lubię gdy skóra na twarzy jest tak...rozświetlona, wykonturowana, gdy w ręku trzymam wiklinowy koszyk, na stopach mam rzymianki, a na sobie  maxi dress w szalonym groszkowym kolorze i wszystko jest takie słoneczne :)

ZAPACH: Bardzo ładny, jakby kokosowy. Z jednej strony jest to miły "wakacyjny" akcent ( od razu mam przed oczami Pina Coladę lub plażę), a z drugiej strony nie każdemu będzie podobać się słodka woń na policzkach.
APLIKACJA:  Lubię go nakładać pędzlem Hakuro H13 (recenzja TUTAJ), gdyż wtedy mam pewność, że nie zrobię sobie grubej kreski na połowie twarzy. Użycie tego konkretnego pędzla z Hakuro gwarantuje mi doskonałe podkreślenie kości policzkowych. Bez obaw mogę użyć bronzera na czoło i brodę, żeby fajnie wymodelować moją twarzy. W trakcie nabierania bronzera na pędzel jestem bardzo uważna, żeby nałożyć jak najmniej produktu, przy czym cały czas staram się uderzać pędzlem o wierzch dłoni, aby pozbyć się nadmiaru. Zawsze w razie potrzeby mogę nałożyć więcej produktu w kolejnych seriach, co jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż zrobienie sobie plamy za pierwszym podejściem, którą potem ciężko rozetrzeć i rozjaśnić. Oczywiście bronzer nakładam praktycznie na sam koniec wygibasów makijażowych, już na warstwę pudru sypkiego.


TRWAŁOŚĆ: Średnia, przy skórze tłustej kilkugodzinna, ale na cały dzień (od rana do wieczora) nie liczyłabym. Mnie to nie przeszkadza, gdyż nie noszę bronzer codziennie - nie mam za bardzo czasu brązowić, zaróżowić i rozświetlić twarzy podczas codziennego makijażu.


Polecam ten produkt, chociaż możecie mieć problem z jego dostępnością. Ja swój bronzer kupiłam w tamtym roku i niestety nie mogłam dorwać 01, który jest trochę jaśniejszy i chyba pasowałby mi jeszcze bardziej. Nie przerażajcie się dziwną fakturą na wytłoczonym słońcu - bronzer jest nadal zdatny do użytku, ma bardzo długą datę ważności, a tego typu "bąbelki" to efekt moich eksperymentów z jego nakładaniem, ale nie będę tego rozwijać :)
Jeśli będziecie stosować go z umiarem to możecie liczyć na fajny efekt zdrowej, rozświetlonej i muśniętej słońcem skóry, który jest chyba bardzo pożądany w nadchodzącym okresie letnim. Ja na tą chwilę poszukuję jakiegoś dobrego bronzera, ale o matowym wykończeniu. Jeśli macie swoich faworytów w tej kategorii, to koniecznie podzielcie się tym ze mną, będę zobowiązana :)





13 marzec 2012

Joanna - Szampon do włosów, Nawilżająco-regenerujący oraz Wzmacniający



OPIS PRODUCENTA:  "Szampon nawilżająco-regenerujący dzięki zawartości składników naturalnych korzystnie wpływa na poziom nawilżenia włosów, poprawia ich wygląd i kondycję. W rezultacie otrzymasz: - Dokładnie i skutecznie oczyszczone włosy i skórę głowy, - Włosy gładsze i milsze w dotyku, - Sprężyste i bardziej lśniące"

CENA: ok 7 zł


POJEMNOŚĆ: 300 ml


DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, np. Rossmann

 ZAPACH: Dość słodki, jak dla mnie pozbawiony chemicznych dodatków, jest bardzo naturalny i przyjemny. Utrzymuje się na włosach nawet po ich wyschnięciu, szczególnie, gdy działanie szamponu wzmocnimy odżywką z tej samej serii - to już naprawdę tylko cud, miód...aha i mleko.

KONSYSTENCJA: Trochę wodnista. Nie jest to zbyt treściwy szampon, na pewno daleko mu do kremowej konsystencji. Nie jestem do końca przekonana do ekonomiczności używania tego typu lejących się pomiędzy palcami produktów, ale z czasem ogarnęłam nakładanie szamponu na włosy bez większych strat.
DZIAŁANIE:  Zawsze mam problem, gdy muszę pisać o działaniu produktu, który przeważnie jest czymś poprzedzony (oleje na włosy) lub coś następuje po nim (odżywki, maski). Szampon jest gdzieś po środku tej plątaniny pielęgnacyjnej i tak naprawdę nie ma dla mnie znaczenia jakie  ma działanie - musi być w miarę łagodny, nie wywoływać łupieżu i zmywać dobrze oleje. Po kolei. Szampon dobrze się pieni i nie plącze włosów podczas mycia. Mimo wodnistej konsystencji jest do ogarnięcia i okazuje się nawet, że jest dość wydajny. Niestety - mam wrażenie, że nie domywa dokładnie olejów (w tym wypadku radzą sobie najlepiej szampony dla niemowląt), co jest dla mnie dużym minusem. Po umyciu włosy są jakby takie...sztywne, a zaraz potem przetłuszczone - ale to tylko w przypadku, gdy wcześniej miałam nałożony olej. Jeśli akurat nie olejuję włosy, to szampon sprawdza się dobrze i na moje oko usuwa "zwykłe" zanieczyszczenia. Trochę przeszkadza mi SLS na tak wysokiej pozycji w składzie - jeśli mam być szczera skłaniam się coraz bardziej do produktów bez tego dodatku.
PRODUKT NA STRONIE PRODUCENTA: LINK

PRODUKT NA WIZAZ.PL: LINK

Ładnie pachnie - chociaż nie każdemu może pasować dość mdły i słodki zapach tego produktu, ja jestem z niego zadowolona. Przyjemnie się go używa, ale nie jest w stanie usunąć dokładnie oleju z moich włosów, co zniechęca mnie do jego ponownego zakupu. 
 



OPIS PRODUCENTA: "Szampon wzmacniający dzięki zawartości ekstraktów ziołowych korzystnie wpływa na funkcjonowanie cebulek włosowych. W rezultacie otrzymasz:- Dokładnie i skutecznie oczyszczone włosy i skórę głowy,- Włosy bardziej puszyste i lśniące,- Mocniejsze i pełne życia."



CENA: ok. 7 zł



POJEMNOŚĆ: 300 ml


DOSTĘPNOŚĆ: Drogerie, np. Rossmann


ZAPACH: Mocno ziołowy, ale jednocześnie bardzo przyjemny - nie czuć w nim typowej dla ziół goryczy. Woń jest odświeżająca i pobudzająca - dla mnie świetny szampon, jeśli myjemy włosy po przebudzeniu.

KONSYSTENCJA: Wodnista, identyczna jak w przypadku nawilżającego.


DZIAŁANIE:  Mogłabym przepisać wszystko, co napisałam o szamponie z miodem i mlekiem (powyżej), ale to nie do końca odzwierciedlałoby działanie tego produktu. Szampon wzmacniający również nie domywa olei, ale posiada także inną wadę - wysusza włosy. Kiedyś miałam ogromny problem z wypadaniem włosów i stosowałam kilka ziołowych szamponów, aby poprawić ich stan ( m.in. Radical), jednak dopiero rewolucyjna zmiana diety i stylu życia zmniejszyły wypadanie włosów. W trakcie stosowania produktów przeciw wypadaniu włosów zauważyłam, że z dnia na dzień stają się one coraz bardziej przesuszone, napuszone. Jednym zdaniem : skrzyp (to prawdopodobnie właśnie on) sprawił, że wyglądałam jak Baba Jaga. Tym razem nie było tragedii, ale dochodzę po prostu do wniosku, że jeśli chcemy mieć lśniące, elastyczne włosy (tym samym zdrowe po same końce) to nie możemy liczyć na szampony - urozmaicona dieta, zdrowy styl życia, oleje i maseczki to dla mnie esencja pięknych włosów.
PRODUKT NA STRONIE PRODUCENTA:LINK

PRODUKT NA WIZAZ.PL: LINK

Nie jestem zachwycona tymi szamponami, ale nie widzę również powodów do wypluwania z siebie żółci - oceniam je na 3, gdyż są bardzo tanie, ładnie pachną, zmywają codzienne zabrudzenia, są wydajne. Nie liczyłabym jednak na nawilżenie ani wzmocnienie, w tym wypadku radzę sięgać po innego typu produkty. Jeśli akurat nie będę miała funduszy na coś lepszego - kupię je ponownie, najwyżej jak się z nimi pogniewam, to będę nimi myła wannę lub pędzle do makijażu :)







29 luty 2012

Synergen - Antybakteryjny puder w kompakcie, nr 03 (najjaśniejszy)



POJEMNOŚĆ: 9 g

OPAKOWANIE: Nie powala wysublimowanym projektem, ale absolutnie nie wygląda tandetnie - jest schludne i zawiera miły akcent w postaci kilku motyli na froncie. Przez przezroczyste wieczko dokładnie widzimy zawartość. Grawer na przodzie jasno informuje nas z jakim odcieniem mamy do czynienia, bez zbędnych ceregieli i szukania tej informacji z tyłu. Do pudru dołączony jest mały puszek o dziwnym kształcie (porzucono ideę banalnego koła), który o dziwo jest bardzo wygodny, dobrze aplikuje produkt na twarz oraz łatwo się myje (schnie szybko, nie zmienia wyglądu po wyschnięciu). Oczywiście, że wolałabym eleganckie, czarne opakowanie, najlepiej z lusterkiem, ale nie oszukujmy się - cena jest na tyle niska, że sam puszek jest dla mnie pocieszeniem.

CENA: 8,49 zł

DOSTĘPNOŚĆ: Rossmann (tylko i wyłącznie)

PIGMENTACJA: Niestety, ale producent zaoferował nam tylko trzy odcienie tego pudru, co według mnie jest zdecydowanie marną propozycją...Dodatkową ciekawostką jest fakt, że numer 1 jest najciemniejszy, a numer 3 jest najjaśniejszy - całkowicie nieschematyczne podejście i trochę ogłupiające przy pierwszym zetknięciu się z pudrem. Ale, ale...Jako bladolica (może nie ekstremalna, ale jednak) wybrałam kolor 3 i na zimę jest lekko za ciemny, ale jakoś sobie z nim radzę (ostrożnie dawkuję na bardzo jasny podkład). Nie jest to puder przezroczysty, więc możecie spodziewać się konkretnej zmiany odcienia waszej cery - przy okazji puder ujednolica co trzeba. Z czasem mam wrażenie, że trochę ciemnieje - zdecydowanie wolę go używać latem, a zimą modlę się o rozszerzenie oferty o nowe odcienie...

ZAPACH: Lekki i przyjemny, taki "pudrowy". Na pewno wiecie, o co chodzi :)


APLIKACJA: Przyjemna - ja nakładam puder dołączonym do opakowania puszkiem. Po pierwsze - puder służy mi do poprawek w ciągu dnia i nie wyobrażam sobie w mojej przepastnej torbie nosić pędzel, a po drugie efekt jaki osiągam przy lekkim dociskaniu produktu do twarzy jest dla mnie zadowalający. Puder dawkowany rozsądnie na zmatowioną lekko skórę (uprzednio wchodzi w grę bibułka matująca lub chusteczka higieniczna) ładnie ujednolica skórę, nie tworzy efektu maski, nie zapycha i daje aksamitny oraz matowy efekt na kolejne godziny.

TRWAŁOŚĆ: Jest w porządku. Przy mojej tłustej cerze radzi sobie przyzwoicie, czyli trzyma ją w ryzach przez mniej więcej 3 godziny. Potem oczywiście niezbędne są poprawki - kwestia przyzwyczajenia...

PRODUKT NA WIZAŻ.PL: LINK

Moim zdaniem - dobry produkt za niewielkie pieniądze. Zapomniałam dodać, że puder jest bardzo wydajny. Czasem ciężko mi trafić w sklepie na odcień 03 (rozumiem doskonale, że Polska kraj raczej bladolicych), ale nie poddaję się i zawsze w końcu go upoluję. Puder jest często dostępny w promocji i kosztuje wtedy około 6-7 złotych. Nie wiem, w jakim stopniu jest antybakteryjny, ale na pewno nie zapycha i nie podrażnia. Często do niego wracam, bo kusi ceną i działaniem, a muszę przyznać, że coraz gorzej jest mi trafić na fajny produkt matujący, który nie kosztowałby fortunę. 

Ciągnąc temat fortuny, to ostatnio w moim życiu wiele zmian - szykuje mi się przeprowadzka do wymarzonego ( w końcu własnego) mieszkanka i wszystkie oszczędności przeznaczam na ten cel ( a przy okazji cały swój wolny czas) - stąd też poszukiwania perełek wśród kosmetyków tańszych. 
Nie mogę doczekać się, gdy w końcu będę mogła wejść i  zaaranżować przestrzeń - uwielbiam to robić (póki co planuję, oglądam, notuję, robię projekty). Mam nadzieję, że nadgonię z zaległymi recenzjami, bo uwielbiam prowadzić bloga i na pewno z tego nie zrezygnują - po prostu dużo się teraz dzieje i czasami brak mi czasu oraz siły.

Pozdrawiam, ściskam, całuję!